— Mężczyźni ważą maksymalnie 50 kg. Niedawno wywieziono babcię: skóra naciągnięta na kości. Ludzie idą szukać jedzenia, aż krwawią im nogi. Nie mają siły, mdleją, a inni wędrowcy oblewają ich wodą. I codziennie SMS: „pomóż, moje dziecko chce jeść”. To przecież powtórka z Hołodomoru — mówi o Oleszkach w obwodzie chersońskim wolontariuszka Ksenia Archipowa. Sytuacja w okupowanym mieście Ukrainy to już więcej niż katastrofa.
Źródło: Onet

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis